Song to Song

„Tym razem szanowny Pan przegrał” powiedziałby zapewne szeregowy Franciszek Dolas do Terrence’a Malicka po obejrzeniu jego nowego filmu „Song to Song”. Problem w tym, że przegrał po raz kolejny. Uczciwie przyznaję, że będzie to „recenzja” tylko połowy filmu, albowiem jego drugą część spędziłem już poza kinem jedząc kiełbaski i lody o smaku kokosowym. Nie wiem ile osób wyszło po mnie ale niewykluczone, że sala została wysprzątana jeszcze przed zakończeniem filmu. Nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowany, gdyż idąc na „Song to Song” doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to film wyreżyserowany przez twórcę „Drzewa życia”. Oba te filmy mają jedną wspólną cechę, a mianowicie brak fabuły. Ponieważ zaś jestem w miarę wymagającym widzem to same zdjęcia (nawet ładne) mi nie wystarczają.

fast4

Z kronikarskiego tylko obowiązku odnotuję, że w filmie zagrały takie osoby jak Ryan Gosling, Rooney Mara, Michael Fassbender i Natalie Portman. Mówią, że Terrence Malick to mistrz… Jeśli tak to ja jestem przynajmniej średniej klasy reżyserem, choć z kręceniem filmów mam wspólnego dokładnie tyle co nic.

Ocena filmu: 2/10

Dawid Kmieć

The Circle. Krąg

„Najbardziej boję się… niezrealizowania potencjału” mówi główna bohaterka filmu „The Circle. Krąg” w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej na stanowisko w potężnej firmie internetowej, która inwigiluje cały świat. James Ponsoldt, czyli reżyser filmu już nie musi się bać, albowiem niezrealizowanie potencjału, jaki miała jego najnowsza produkcja stało się faktem. Nie pomógł jak zawsze świetny Tom Hanks, który wciela się w postać szefa i głównego wizjonera wspomnianej firmy, wymyślającej coraz to bardziej absurdalne metody podglądania i kontrolowania ludzkości. Niestety mało ambitny scenariusz nie pozwolił słynnemu Forrestowi Gumpowi na rozwinięcie skrzydeł. Nie popisała się Emma Watson, czyli Hermiona bez czarodziejskiej różdżki, która w roli podekscytowanej dziewczyny z prowincji, robiącej błyskawiczną karierę w wielkim świecie dużo bardziej irytuje i śmieszy niż budzi podziw.

Recenzja-filmu-The-Circle-Krąg-2017-obyczajowy-dramat-SF-science-fiction-Emma-Watson-fabuła-Opinie

„The Circle. Krąg” może i nie jest klęską (bywają interesujące sceny) ale też na próżno szukać w nim chociażby namiastki spełnienia. Twórcy ograniczyli się tylko do zaprezentowania szokującej wizji niedalekiej przyszłości, w której nie ma już miejsca na prywatność. O ile sam pomysł nosił jeszcze znamiona intrygującego to jego realizację ciężko nazwać satysfakcjonującą, gdyż przez większość seansu z ekranu aż bije sztucznością, która w połączeniu z głupotą i naiwnością stanowi gwarancję co najmniej lekkiego rozczarowania wizytą w kinie.

Ocena filmu: 4/10

Dawid Kmieć

Obcy: Przymierze

Miało być nudno i schematycznie, a wyszło całkiem… obco. I dobrze bo nowemu „Obcemu” całkowicie obce jest odcinanie kuponów od starego i robienie sobie jaj z widza. „Obcy: Przymierze” to solidnie zrealizowany i trzymający w napięciu thriller science fiction, na który warto wybrać się do kina.

wayne-haag-haag-forest-entry-01-final

W najnowszym filmie Ridleya Scotta statek kosmiczny „Przymierze” wraz z kilkunastoosobową załogą i ponad 2 tysiącami kolonistów zmierza na odległą planetę o nazwie Origae-6. Po niespodziewanej awarii i szczęśliwym uniknięciu katastrofy rozemocjonowani członkowie załogi podejmują spontaniczną i zupełnie nieprzemyślaną decyzję o lądowaniu na nieznanej planecie. Przeciwna takiemu rozwiązaniu jest tylko Daniels – zastępczyni kapitana, która pomysł swoich kolegów o złożeniu wizyty na przypadkowo znalezionej planecie komentuje krótko i dosadnie: „A chuj wie co tam jest”. Na zaspokojenie swojej ciekawości nie czekała zbyt długo, gdyż po wylądowaniu na owej planecie cała załoga nie mogła narzekać na brak wrażeń. Film ogląda się naprawdę dobrze, a mroczny, niepokojący klimat i pełna niespodziewanych zwrotów akcji fabuła sprawiają, że nawet ciągłe przemarsze z sali kinowej do toalety osób, których pęcherze nie wytrzymują nadmiaru czarnego odrdzewiacza nie są w stanie popsuć przyjemności z patrzenia w duży ekran.

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć

Gwiazdy

Mecz można wygrać, przegrać lub zremisować – mawiał niegdyś legendarny trener reprezentacji Polski Kazimierz Górski. Tym razem Jan Kidawa – Błoński przegrał i to z kretesem. Twórca takich filmów jak „Różyczka” czy „Skazany na bluesa” zaserwował nam bowiem niezwykle płaski, a momentami wręcz żenujący dramat, inspirowany prawdziwymi wydarzeniami z życia byłego piłkarza Jana Banasia, który w sezonie 1969/1970 dzięki słynnemu rzutowi monetą awansował z Górnikiem Zabrze do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Banaś to jeden z niedocenionych „Orłów Górskiego”, którego kariera piłkarska mogła potoczyć się zupełnie inaczej gdyby nie jego germańskie pochodzenie oraz ucieczka na zachód w 1966 r., po której komunistyczne władze uniemożliwiły mu wyjazd na igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata w RFN. Film „Gwiazdy” to przede wszystkim „walka na noże” dwóch kumpli z podwórka, którzy od dzieciństwa rywalizują o względy Marleny, czyli dziołchy marzącej o wielkim biuście.

1yEktkqTURBXy81MzI4NWRhODY3NmE4YjkxYTI3ZGRjOWVhNmM0NzhlMS5qcGVnkpUDAcyEzQTezQK8kwXNAyDNAcI

Posługując się językiem Bogusława Lindy należałoby stwierdzić, iż scenariusz do filmu był „trochę słaby”, a nawet „chujowy”. Szereg przypadkowo wybranych i zmontowanych scen tworzy bezpłciową produkcję, aspirującą bardziej do miana parodii niż do poważnej filmowej biografii. Niezły jest tylko ostatni kwadrans ale to zdecydowanie za mało, aby zatrzeć negatywne wrażenie. Oglądając w kinie najnowsze dzieło męża byłej marszałek Sejmu można poczuć się jak w tartaku, albowiem ilość drewna (aktorskiego) na dużym ekranie potrafi przyprawić o zawrót głowy. Wyjątku nie stanowią również główni bohaterowie, czyli Matusz Kościukiewicz i Sebastian Fabijański, którzy zagrali wybitnie nieprzekonująco. Film „Gwiazdy” utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że polska kinematografia ma się dobrze ale nie wtedy gdy za kamerą stoją reżyserzy starszego pokolenia.

Ocena filmu: 4/10

Dawid Kmieć

Bikini Blue

Ciężko ogarnąć przyczyny frekwencyjnej klęski poniesionej w polskich kinach przez najnowszy film w reżyserii Jarosława Marszewskiego pt. „Bikini Blue”. Nie pomogła nawet obecność Tomasza Kota, który zagrał swoją najlepszą rolę od czasu wcielenia się w postać Zbigniewa Religi w filmie pt. „Bogowie”. Tym razem jeden z najlepszych polskich aktorów ostatnich lat występuje po przeciwnej stronie barykady, gdyż zamiast lekarskiego fartucha przywdziewa… kaftan bezpieczeństwa. Akcja filmu rozgrywa się w 1953 r. Główną bohaterką jest młoda Angielka o imieniu Dora, która pewnego dnia wsiada na motor i wyrusza w podróż do szpitala psychiatrycznego o nazwie Mabledon Park, gdzie przebywa jej mąż – były polski żołnierz, skrywający w sobie tajemnicę sprzed lat.

bikini-blue

Ten przesiąknięty surrealizmem psychologiczny dramat stanowi poruszającą opowieść o miłości, a jednocześnie przypomina o tragicznych losach Polaków po zakończeniu II wojny światowej. „Bikini Blue” charakteryzuje się niezwykłym klimatem, który został osiągnięty dzięki kapitalnej ścieżce dźwiękowej i wpadającym w oko zdjęciom. Ogromną zaletą filmu jest również aktorstwo, gdyż obok wspomnianego już Kota świetnie wypada jego filmowa żona, w którą wcieliła się Lianne Harvey. Ponieważ nie od dzisiaj wiadomo, że „lepiej późno nic wcale” to zdecydowanie warto obejrzeć „Bikini Blue” z lekkim poślizgiem, albowiem pominięcie tego kameralnego obrazu będzie bardzo krzywdzące dla polskiej kinematografii.

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć