Linia życia

Nagana z ostrzeżeniem dla młodego lekarza za zabicie pacjenta i sfałszowanie raportu z sekcji zwłok. Hipokrates załamałby ręce po obejrzeniu „Linii życia”, będącej remakiem filmu o tym samym tytule z 1990 r. Obraz ten opowiada o grupce rezydentów, którzy prawdopodobnie uderzyli głową o czajnik i postanowili wprowadzać się w stan śmierci klinicznej.

1400x902_osioix

Dno Rowu Mariańskiego to właściwe określenie dla jakości nowego amerykańskiego „dzieła”, które od pierwszej do ostatniej minuty jest wcieleniem wszystkiego, co najgorsze w kinie. Fabuła głupia jak but, dialogi płytkie jak kałuża po mżawce, a poziom aktorstwa niski jak iloraz inteligencji przeciętnego głupca. Za finansowanie „Linii życia” spotkała mnie po seansie zasłużona kara w postaci półgodzinnego oczekiwania na opóźniony środek komunikacji miejskiej w mocno zakorkowanym Grodzie Kraka.

Ocena filmu: 2/10

Dawid Kmieć

Mięso

Kilka dni temu w Rosji zatrzymano małżonków-kanibali, którzy przez ponad dwie dekady zabijali i jedli swoje ofiary. Wydarzenie to zbiegło się w czasie z polską premierą filmu „Mięso”, opowiadającym o wegetariańskiej studentce pierwszego roku weterynarii, która po skosztowaniu surowego mięsa zmieniła się w kanibala. Obraz ten ma niewiele wspólnego z typowym horrorem, gdyż reżyser skupił się przede wszystkim na psychologicznym portrecie młodej dziewczyny stawiającej pierwsze kroki w studenckim świecie dżungli.

raw_011

Film od pierwszej minuty prowokuje swoim dziwactwem, a sprawna reżyseria nie pozwala na odliczanie minut do końca seansu. W produkcji tej zabrakło jednak prawdziwego mięcha, które uczyniłoby fabułę bardziej wyrazistą i niepokojącą. Niemała ilość bezsensownych scen skutecznie pozbawiła film odpowiedniego charakteru i należytej spójności. Ostatecznie więc „Mięso” to niespełniona, choć intrygująca mieszanka kilku gatunków, po której pozostaje lekki niesmak.

Ocena filmu: 5.5/10

Dawid Kmieć

Czuwaj

Robert Gliński to kolejny zasłużony polski reżyser starszego pokolenia, który na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Gdyni zaprezentował poziom przystawki obiadowej zwanej mizerią. Jego nowe dzieło, czyli „Czuwaj” w najmniejszym stopniu nie zbliżyło się do poziomu najlepszych filmów zrealizowanych przez młodych polskich twórców. Obraz, którego akcja rozgrywa się w lesie opowiada o psychologiczno-fizycznej rywalizacji pomiędzy harcerzami i nastolatkami z domu dziecka.

_mg_5221

Przez większą część seansu na dużym ekranie dominował chaos, a kuriozalne dialogi skutecznie odbierały przyjemność z przebywania w sali kinowej. Nie pomagało również aktorstwo, którego jakość była zdecydowanie bliższa serialowym produkcjom. Im bliżej końca, tym bardziej Robertowi Glińskiemu udawało się przykuć moją uwagę, ale ostateczna ocena jest daleka od pozytywnej. Zabrakło odpowiedniego realizmu i napięcia, które pozostały w cieniu sztuczności i parodii.

Ocena filmu: 4/10

Dawid Kmieć

Najlepszy

„Najlepszy” w reżyserii Łukasza Palkowskiego to najdłużej oklaskiwany film na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Gdyni. Nie ma w tym nic dziwnego, albowiem obraz ten wyjątkowo mocno działa na emocje widzów, zmuszając ich do bezgranicznego pokochania głównego bohatera. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż pod względem realizacji film ociera się o perfekcję, co pozwala zaliczyć Palkowskiego do ścisłej czołówki polskich reżyserów. Nie zawiódł również Jakub Gierszał, który nareszcie doczekał się roli godnej swojego talentu aktorskiego.

z22221460IE,Jakub-Gierszal-w-nowym-filmie-Palkowskiego

To mogła być naprawdę wybitna biografia, gdyby nie mocno naginany scenariusz i jedno bardzo poważne przekłamanie, które rzuca cień na odbiór całości. „Najlepszy” opowiada historię Jerzego Górskiego – wybitnego polskiego triathlonisty, który przez wiele lat zmagał się z uzależnieniem od narkotyków. W celu osiągnięcia lepszego efektu końcowego w filmie zmieniono chronologię istotnych wydarzeń z życia głównego bohatera, jak choćby potrącenie przez samochód i zwycięstwo w Double Ironman. W związku z tym po wyjściu z kina rozemocjonowany widz ma prawo poczuć się nieco oszukany. Kolejny problem to czas trwania filmu, który jest zdecydowanie za krótki, przez co pewne wątki zostały przedstawione zbyt skrótowo i pobieżnie (np. ewolucja relacji pomiędzy Jerzym Górskim a ojcem jego byłej dziewczyny). Minusem filmu jest również słaba charakteryzacja, o czym najlepiej przekonujemy się w ostatnich minutach seansu, gdy oglądamy fragment nagrania z prawdziwym Jurkiem wbiegającym na metę, a następnie udzielającym wywiadu. Mimo tych wad „Najlepszy” to pozycja obowiązkowa i murowany hit jesieni w polskich kinach.

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć

Zgoda

Powtórzę to po raz kolejny: polska kinematografia ma się bardzo dobrze, ale nie wtedy, gdy za kamerą stoją reżyserzy starszego pokolenia. Moją tezę potwierdza „Zgoda” w reżyserii Macieja Sobieszczańskiego, który drastycznie obniżył poziom tegorocznego Festiwalu Filmowego w Gdyni.

cs9ktkqTURBXy83MWU3ZDNjYTc3YmYzYTQyY2QzYjBkNjUyOGMyMmJmMC5qcGVnkpUDAQDNBNXNAriTBc0DIM0Bwg

Naprawdę ciężko napisać cokolwiek treściwego o filmie pozbawionym chociażby namiastki fabularnego sensu. Obraz, którego akcja rozgrywa się pod koniec II wojny światowej w sposób wyjątkowo nieudolny opowiada o żydowsko-komunistycznej zemście jaka miała miejsce w obozie pracy założonym przez SB na Śląsku. Film ten od pierwszej do ostatniej minuty bezlitośnie torturuje widza ogromem zupełnie przypadkowych scen przemocy i seksu, a wszystko to okraszone jest niezwykle drewnianym aktorstwem i mocno irytującymi dialogami. „Zgoda” to całkowicie niepotrzebna produkcja, którą najlepiej podsumowuje goły tyłek głównego bohatera wystawiony w stronę widzów.

Ocena filmu: 2.5/10

Dawid Kmieć

Cicha noc

Jadąc pociągiem na tegoroczny Festiwal Filmowy w Gdyni po cichutku liczyłem, że najlepsza okaże się „Cicha noc”. Jednocześnie obawiałem się czy debiutujący Piotr Domalewski nie zechce przypadkiem zostać drugim Wojciechem Smarzowskim, który od lat specjalizuje się w eksponowaniu polskiej (często przerysowanej) patologii. Po seansie spocone ręce same złożyły się do oklasków, a moje uszy nie omieszkały wychwycić jakże trafnego komentarza weteranki festiwalu, która rozemocjonowana rzekła: „To był bardzo prawdziwy film”. Piotr Domalewski nie tylko nie poszedł w ślady Wojciecha Smarzowskiego, ale w swoim pełnometrażowym debiucie nakręcił jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Obraz opowiada o pracującym w Holandii młodym mężczyźnie, który w Wigilię Bożego Narodzenia postanowił odwiedzić rodzinę bynajmniej nie w celu połamania się opłatkiem.

cicha-noc

„Cicha noc” to poruszający dramat, którego motywem przewodnim w żadnym wypadku nie jest patologia. Owszem, w filmie znalazło się miejsce dla siekiery, ale jej rola ograniczyła się tylko do „zamordowania” bezbronnej choinki, która nie doczekała pierwszej gwiazdki w lesie. Nie zabrakło też wody ognistej, będącej zmorą wielu polskich familii, bo jakkolwiek sama obecność gorzały w domu nie świadczy jeszcze o największej patologii, to z pewnością napój ten nie przyczynia się do umocnienia rodzinnych więzi. Domalewski postawił jednak przede wszystkim na wiarygodne sportretowanie całkiem normalnej i uczciwej rodziny, doświadczonej „urokami” emigracji, niosącej za sobą nieodwracalne skutki, jak choćby utrata jedynej szansy na wychowanie dziecka. Mistrzowska „spowiedź” Arkadiusza Jakubika, który w rozmowie z synem rozlicza zmarnowane lata spędzone na obczyźnie z pewnością zapisze się w historii polskiego kina. „Cicha noc” ukazała również niezwykle autentyczny obraz współczesnej wsi, jako opustoszałej i pozbawionej perspektyw w związku z powszechnym wyjeżdżaniem do największych polskich miast czy zagranicę. Jednocześnie w fantastyczny sposób podsumowano sytuację sporej części młodych Polaków, dla których tzw. „magisterka” stała się nic nieznaczącym świstkiem papieru i najlepszym dowodem na zmarnowanie 5 lat życia. Abstrahując od wymowy filmu trzeba przyznać, iż Domalewski dał się poznać jako nieprzeciętny budowniczy napięcia, co uczyniło fabułę intrygującą, niepokojącą i wgniatającą w fotel. Obraz ten w kapitalny sposób działa na emocje widza, osiągając poziom „wciągalności” porównywalny z czarnymi dziurami. Jednocześnie produkcja ta pozbawiona jest choćby cienia fałszu, a rewelacyjny Dawid Ogrodnik i jeszcze lepszy Arkadiusz Jakubik zaprezentowali aktorstwo najwyższej klasy. O takim debiucie zdecydowana większość reżyserów może tylko pomarzyć.

Ocena filmu: 9/10

Dawid Kmieć

Człowiek z magicznym pudełkiem

W trzecim dniu Festiwalu Filmowego w Gdyni niczym doktor Emmett Brown podróżowałem w czasie. W trakcie seansu „Człowieka z magicznym pudełkiem” odwiedziłem Warszawę w 1952 i 2030 roku. Po wyjściu z sali kinowej nie pozostało mi nic innego jak cieszyć się z teraźniejszości.

maxresdefault

Film od początku intryguje futurystyczną wizją stolicy, która zdecydowanie nie należy do najbezpieczniejszych miejsc na świecie. Pozytywnie zaskoczyła Olga Bołądź, wcielająca się w postać warszawskiego korposzczura skrywającego w sobie romantyczną duszę. Nie zawiódł również sam człowiek z magicznym pudełkiem, czyli niejaki Piotr Polak, który bez starego radia był jak dziecko we mgle. Najnowsza propozycja Bodo Koxa (reżysera) to bardzo udany i niezwykle klimatyczny obraz science-fiction, w którym kapitalna ścieżka dźwiękowa idealnie współgra z niegłupią fabułą.

Ocena filmu: 7.5/10

Dawid Kmieć

Dzikie róże

W drugim dniu Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych zostałem oskarżony o kradzież prądu w gdyńskim Multikinie. Oczywiście przyznaję się do winy, zaś na swoje usprawiedliwienie mam jedynie tyle, że telefon był rozładowany, a chciałem napisać wiadomość tekstową. Zbrodni tej dopuściłem się tuż przed seansem filmu „Dzikie róże”, opowiadającym o niewiernej żonie, która w trakcie nieobecności męża harującego na chleb zrobiła skok w bok z wiejskim nastolatkiem bez perspektyw, dla którego seks z matką dzieci zdawał się być ważniejszy od ukończenia szkoły. Po niemrawym początku film z każdą kolejną minutą nabierał rumieńców, co ostatecznie doprowadziło do emocjonalnego zaangażowania po mojej stronie. Twórczyni filmu, czyli niejaka Anna Jadowska zdecydowanie zasłużyła na herbatę z dzikiej róży. Warto jeszcze wspomnieć o Michale Żurawskim, który świetnie wypadł w roli męża z rogami, stając się niekwestionowanym numerem jeden filmu.

dzikie-roze_1

Ocena filmu: 6.5/10

Dawid Kmieć

Wieża. Jasny dzień

Deszcz, smród, brud i ubóstwo – tak w skrócie wyglądał pierwszy dzień Festiwalu Filmowego w Gdyni. Wszystko zrekompensował znakomity debiut Jagody Szelc, której „Wieża. Jasny dzień” dosłownie wgniotła w fotel, wprawiając widzów w osłupienie. Film, którego akcja rozgrywa się gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej odpowiada o rodzinnym spotkaniu po latach i wojnie psychologicznej dwóch sióstr, a wszystko to w przeddzień pierwszej komunii świętej. Perfekcyjne budowanie napięcia, ogromny niepokój i oczywista nieoczywistość zakończenia gwarantują brak obojętności po wyjściu z sali kinowej. Bez wątpienia to był bardzo jasny dzień dla polskiej kinematografii i jednocześnie wymarzony początek festiwalu.

Wieża-2

Ocena filmu: 9/10

Dawid Kmieć

The Square

Przywykłem już do tego, że na festiwalu filmowym w Cannes bynajmniej nie wygrywają najlepsze filmy. Do zdobycia Złotej Palmy konieczne są zaś dziwactwo i poruszenie ważnego problemu społecznego. „The Square”, czyli tegoroczny laureat spełnia oba wymagane kryteria. Szwedzki komediodramat opowiada o rozwiedzionym dyrektorze muzeum sztuki nowoczesnej, któremu w biały dzień zrabowano portfel i telefon komórkowy. W celu odzyskania utraconego mienia decyduje się on na przeprowadzenie zabawnego eksperymentu socjologicznego, nie przewidując jednak skutków ubocznych tego przedsięwzięcia.

the-square-1

Film od pierwszej minuty stanowi świetną rozrywkę, a jednocześnie przemyca istotne treści. Niestety ostatnie kilkadziesiąt minut to nieznośny chaos, prowadzący do krainy nicości. Reżyserowi zdecydowanie zabrakło pomysłu na sensowne zwieńczenie obrazu, który w końcowej fazie wlecze się jak flaki w oleju. Ostatecznie więc „The Square” to bardzo nierówne dzieło, które najpierw ubawi, a następnie zanudzi prawie na śmierć. Słowa uznania należą się za to dla aktora pierwszoplanowego, czyli niejakiego Claesa Banga, który wypadł bardzo przekonująco. „The Square” jak na festiwalowego zwycięzcę przystało w żadnym wypadku nie spełnia przesłanek, pozwalających na zaliczenie go do grona filmów wybitnych.

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć