Zabicie świętego jelenia

Dawid Ogrodnik, czyli filmowy Tomasz Beksiński demoluje kuchnię lepiej od Colina Farrella, który w przeciwieństwie do swojej byłej partnerki z Polski ma jakieś pojęcie o aktorstwie. To moje pierwsze przemyślenie po „Zabiciu świętego jelenia”, które okazało się niezwykle intrygującym thrillerem psychologicznym z domieszką greckiej tragedii. Główny bohater niczym mitologiczny król Agamemnon stanął przed wyborem między dżumą a cholerą, by zasmakować „sprawiedliwości”, wymierzonej przez tajemniczego nastolatka. Po niemrawym początku film osiągnął wysoki poziom wciągalności, zapewniając mi solidną dawkę emocji i metafor. Oprócz wiarygodnego Farrella świetnie wypadli psychopatyczny Barry Keoghan i obdarzona szaleńczym wzrokiem Nicole Kidman. Warto wybrać się do kina i upolować seans ze świętym jeleniem.

jelen

Ocena filmu: 7.5/10

Dawid Kmieć

Reklamy

Morderstwo w Orient Expressie

Zakup skarpetek z okazji Black Friday nie poprawił mi humoru po nieudanym seansie „Morderstwa w Orient Expressie”, które okazało się bardziej męczące, niż niejedna podróż pociągiem. Filmowa adaptacja powieści Agathy Christie od pierwszych minut przesiąknięta była sztucznością i głupkowatością, co szybko pozwoliło mi dojść do wniosku, że moja obecność na sali kinowej jest tak samo potrzebna, jak przyprawienie wąsów Kennethowi Branaghowi, który w roli detektywa Herkulesa Poirot wypadł irytująco-komicznie.

assassinato-do-expresso-do-oriente

Poza niezłą środkową częścią kryminał ten pozbawiony był klimatu i odpowiedniego napięcia, a poziom dialogów pozostawiał wiele do życzenia. Ogromna szkoda, że najlepsza na ekranie Judi Dench miała do zagrania tyle, co kot napłakał. Nie tak miał wyglądać hollywoodzki powrót do klasyki.

Ocena filmu: 4/10

Dawid Kmieć

Kobieta, która odeszła

W szaliku i rękawiczkach przyszło mi bić rekord w krakowskim kinie Agrafka, które najwyraźniej wciąż czeka z inauguracją sezonu grzewczego. Arktyczne warunki nie przeszkodziły mi jednak w obejrzeniu całości czarno-białego dramatu „Kobieta, która odeszła”, trwającego zawrotne 226 minut. Zeszłoroczny laureat Festiwalu Filmowego w Wenecji opowiada o niewieście, która po 30 latach spędzonych w więzieniu (za niewinność) postanawia zemścić się na byłym kochanku.

z22594271Q,Kadr-z-filmu--Kobieta--ktora-odeszla-

Film nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, a jego długości bynajmniej nie można postrzegać w kategoriach zalety. Liczba zbędnych scen była nieproporcjonalnie wysoka w stosunku do temperatury panującej na sali kinowej. Poza niezłym początkiem (czyli pierwszą godziną) filipiński obraz okazał się nudny, męczący i co gorsza treściwie pusty. Dzisiejsze zwycięstwo muszę więc zaliczyć do tych „pyrrusowych”.

Ocena filmu: 3/10

Dawid Kmieć

Ciambra

Cyganie to dobrzy ludzie, ale mają jedną wadę – kradną. Od urodzenia to ich jedyny sposób na życie i trzeba przyznać, że są w tym mistrzami świata. Nie inaczej było w filmie „Ciambra”, będącym włoskim kandydatem do Oscara (już teraz mocno trzymam kciuki za nominację). Gdy przed zakupem biletu wymówiłem tytuł filmu sprzedawca popatrzył na mnie jakbym zażądał co najmniej wyświetlenia brazylijskiej telenoweli z lat 90-tych. Po chwili oświadczył jednak, że jestem pierwszą osobą, która kupiła bilet na seans. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że pod względem zainteresowania film nie przebije w naszym kraju nawet rozgrywek rugby, tym niemniej cieszę się, że było mi dane obejrzeć kapitalny dramat o romskiej społeczności w Kalabrii.

maxresdefault

„Ciambra” to niezwykle klimatyczny i wciągający obraz o codziennym życiu w slumsach, ukazanym z perspektywy 14 – latka, który chcąc nie chcąc stawia pierwsze kroki w świecie przestępczym. Ogromne słowa pochwały należą się dla Pio Amato, który wypadł nadzwyczaj autentycznie. Bez wątpienia to jeden z najlepszych filmów tegorocznej jesieni.

Ocena filmu: 8/10

Dawid Kmieć

Pewnego razu w listopadzie

Pewnego razu w listopadzie wybrałem się do kina, by w pustej sali obejrzeć film, który bynajmniej nie wprawił mnie w dobry nastrój. Było dramatycznie i przygnębiająco, a warszawski sen tym razem ustąpił miejsca stołecznej beznadziei. Obraz nawiązujący do złodziejskiej reprywatyzacji opowiada o chorej nauczycielce wyrzuconej z kamienicy i zmuszonej do rozpoczęcia nowego życia w ogródku działkowym przy torach kolejowych. W trudnych chwilach wspiera ją syn i kundel zwany „Kolesiem”. W tle pojawia się również przesiąknięta nienawiścią „patriotyczna” hołota, która w 2013 r. z okazji Święta Niepodległości postanowiła zdemolować stolicę. Osoby te najpewniej z powodu braku szarych komórek utożsamiają pojęcie patriotyzmu z nietolerowaniem wszystkiego, co stoi w sprzeczności z ich ideologią. Oberwało się także warszawskiej policji, która niekoniecznie była zainteresowana powstrzymywaniem szalejących cymbałów w kominiarkach.

z22505183Q,-Pewnego-razu-w-listopadzie-

Poza kilkoma oderwanymi od rzeczywistości scenami film wypada autentycznie i przejmująco, w czym spora zasługa świetnej Agaty Kuleszy i partnerującego jej psa, który nie znalazł zrozumienia w noclegowniach dla bezdomnych. W warstwie fabularnej zabrakło jednak odpowiedniej spójności, zaś scenariusz pozbawiony był fajerwerków, które zastąpiono racami i petardami odpalanymi przez osobników zwanych homo idiotus.

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Śmierć nadejdzie dziś

Bajeczka o niebrzydkiej studentce obdarzonej nieskończoną ilością żyć i tropiącej swojego mordercę okazała się całkiem niezłą rozrywką na deszczowe niedzielne popołudnie. Akcja filmu rozgrywa się w ciągu jednego dnia, który za każdym razem powraca jak bumerang, nie dając zaznać spokoju wiecznego wyczerpanej psychicznie dziewczynie.

tmp_t5xcb4_926d70553a457bbb_MCDHADE_EC044

Z lekka irytujące dialogi i pozbawiony nieco logiki scenariusz nie zniechęciły mnie do wielokrotnego świętowania wyjątkowo krwawych urodzin głównej bohaterki. Film w sposób szczególny dedykowany jest wszystkim osobom, które na co dzień muszą użerać się ze swoimi współlokatorami. „Śmierć nadejdzie dziś” to horror wart świeczki.

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Mother!

Wyjątkowy i szalenie niepokojący seans zwieńczony piekłem. Zdecydowanie daleki jestem od ostudzenia emocji po obejrzeniu „Mother!” w reżyserii Darrena Aronofsky’ego, którego najnowsze dzieło określiłbym jako kapitalny horror psychologiczny z biblijnym podtekstem w tle. Film ogląda się znakomicie, a przerost formy nad treścią jest stosunkowo niewielki. Pierwsza wybitna rola Jennifer Lawrence, której od dziś nie nazywam już przereklamowaną aktorką Hollywood. Świetnie wypadli też starzy wyjadacze, czyli Javier Bardem, Ed Harris, a zwłaszcza rewelacyjna Michelle Pfeiffer, której charyzma skutecznie przykuła mój wzrok do ekranu.

mother-trailer-jennifer-lawrence

W największym skrócie film opowiada o nieproszonych gościach, dla których poszanowanie miru domowego było czymś w rodzaju science-fiction. Skonsternowana i rozwścieczona gospodyni niekoniecznie znalazła potrzebne wsparcie u swojego męża – poety. „Mother!” to obraz skazany na brak obojętności ze strony widzów.

Ocena filmu: 8/10

Dawid Kmieć