Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Cienka jest granica pomiędzy uczciwością a frajerstwem, o czym najlepiej świadczy moja wyprawa do kina w celu obejrzenia nominowanego do Oscara filmu „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, który trafił nielegalnie do sieci na długo przed polską premierą kinową. Legalna Kultura powinna być ze mnie dumna.😉 Los uśmiechnął się do Amerykańskiej Akademii Filmowej, która stoi przed olbrzymią szansą odkupienia swoich zeszłorocznych win. Wystarczy bowiem, że nagrodzi w najważniejszej kategorii jeden z najlepszych jankeskich filmów ostatnich lat, a wówczas zapomnę o inspirowanym poprawnością polityczną zwycięstwie „Moonlight”. Taki początek recenzji pojawił się w mojej głowie na krótko przed rozpoczęciem seansu, który niespodziewanie upłynął mi pod znakiem niemałego rozczarowania. Komediodramat ten opowiada o żądnej krwawej zemsty matce, której córka została brutalnie zgwałcona, a następnie zamordowana. Po bezskutecznym śledztwie nasza bohaterka wpadła na niebanalny pomysł publicznego napiętnowania miejscowych policjantów poprzez zamieszczenie prowokacyjnych haseł na trzech starych billboardach.

three-billboards-outside-ebbing-missouri-sam-rockwell-woody-harrelson

Festiwal dobroci w murzyńsko-gejowskim wydaniu zafundował nam Martin McDonagh, czyli reżyser „Trzech billboardów”, które od pierwszej do ostatniej minuty przesiąknięte są odwróconym rasizmem. Biali mężczyźni z amerykańskiej prowincji to intelektualne głąby, specjalizujące się w dręczeniu czarnoskórej i homoseksualnej społeczności. Za brutalne pobicie i wyrzucenie przez okno rudego geja białemu policjantowi grozi jedynie wydalenie ze służby, bo któż by przecież wpadł na pomysł jego aresztowania czy nie daj Boże osądzenia. Karykaturalny biały ksiądz potępia zaś dążenia zrozpaczonej matki do wymierzenia sprawiedliwości, za co ta w odwecie oskarża go o przynależność do pedofilskiego gangu, miłującego posuwanie ministrantów. Na szczęście są jeszcze na tym świecie czarnoskóre istoty jak choćby dobroduszny i kompetentny szef Policji czy sympatyczny młodzieniec, pomagający głównej bohaterce w plakatowaniu billboardów. Jednoznaczna teza filmu nie przekreśla oczywiście jego artystycznej jakości, tym niemniej tego typu kino nigdy nie znajdzie u mnie poklasku. W przereklamowanych „Trzech billboardach” najbardziej rozczarował mnie jednak poziom dialogów, które przez większą część produkcji raziły swoją nijakością, a czasem też głupkowatością, w czym brylowały wyjątkowo drewniane postacie przygłupiej dziennikarki i młodziutkiej partnerki byłego męża głównej bohaterki. W filmie nie brakowało przerysowanych osobników na czele z pracownikiem agencji reklamowej czy podstarzałą matką nierozgarniętego policjanta, tęskniącą za czasami segregacji rasowej. Jakiegokolwiek wrażenia nie zrobiła też na mnie naiwna scena, w której przegrany życiowo policjant podczas kolejnej wizyty w pubie podejmuje heroiczną próbę realizacji testamentu nieżyjącego już szefa. Obraz na szczęście uratowała znakomita Frances McDormand, która w pełni zasłużyła na drugiego w karierze Oscara. Jej nieprzeciętna gra w połączeniu z solidnym drugim planem męskim i sprawną narracją uczyniły film na tyle zjadliwym, że uczucie rozczarowania nie odniosło miażdżącego zwycięstwa.

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s