Siedem lat jednej nocy

Premiera filmu ”Siedem lat jednej nocy” to kolejna okazja, by zaapelować o nieco większe zainteresowanie kinem koreańskim, które co jak co, ale umiejętność intrygowania i uwodzenia klimatem opanowało do perfekcji, zmuszając przy tym widza do zachowania maksymalnej koncentracji.

Wyświetlany w nielicznych kinach studyjnych thriller opowiada o skośnookim pechowcu, który niedługo po objęciu posady strażnika tamy zmarnował swoje życie, a wszystko przez jeden alkoholowy rajd po ciemnym i zamglonym lesie.

Po pierwszym kwadransie koreańskiego dzieła wiadomo tylko, że … nic nie wiadomo. Na szczęście z upływem czasu pomieszana chronologicznie fabuła osiąga zadowalający poziom spójności, co pozwala uznać obraz za całkowicie zjadliwy.

Seven Years of Night (2018)

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć

Dziewczyna w sieci pająka

Nie ma to jak przylecieć z Waszyngtonu do Sztokholmu, rozpocząć tajną misję od wizyty w doszczętnie spalonym mieszkaniu poszukiwanej osoby i po kilku sekundach znaleźć w zgliszczach swoje zdjęcie. To tyle w kwestii realizmu „Dziewczyny w sieci pająka”, czyli wciągających i widowiskowych cyberpierdół w iście bondowskim stylu.

Film opowiada o wybitnej hakerce, która niczym Jakub Gierszał w zabawnym „Pokocie” włączy i wyłączy wszystko za pomocą kilku kliknięć swoją czarodziejską myszą. Sposobem na życie i znakiem rozpoznawczym naszej bohaterki stało się wymierzanie sprawiedliwości damskim bokserom, którzy na własnej skórze mogą przekonać się o umiejętnościach informatycznej geniuszki.

Niemający nic wspólnego z rasowym kryminałem obraz ogląda się dobrze, ale oczekiwania wobec kontynuacji przygód Lisbeth Salander były dużo większe. Tymczasem nie pozostaje nam nic innego jak zadowolić się solidnie zrealizowanym kinem akcji z poprawną rolą Claire Foy.

Girl-in-Spiders-Web-Claire-Foy-Header-1024x603

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

53 wojny

Bycie żoną korespondenta wojennego to jak ciągłe kibicowanie ukochanemu mężczyźnie grającemu nałogowo w rosyjską ruletkę. Wcześniej czy później idzie zwariować, o czym przekonała się bohaterka filmu „53 wojny” w reżyserii Ewy Bukowskiej.

Obraz opowiada o wiecznie znerwicowanej dziennikarce, wpędzanej do grobu przez własnego męża, który zamiast spędzania czasu z rodziną woli ryzykować życie na kolejnych wojnach. Początkowo odporna psychicznie kobieta z czasem zaczyna nie radzić sobie z niebezpiecznymi wyjazdami najdroższego, co nieuchronnie przybliża ją do wizyty w zakładzie psychiatrycznym.

„53 wojny” to ciężki i nierówny dramat z popisową rolą Magdaleny Popławskiej, która potwierdziła przynależność do ścisłej czołówki polskich aktorek. Scenariuszowi zdecydowanie daleko do wybitnego, tym niemniej po nieco chaotycznej pierwszej części film konsekwentnie pnie się do góry, osiągając finalnie ponadprzeciętny poziom. Duży plus za scenografię z lat 90-tych.

0007FV41P7W0AE5H-C122

Ocena filmu: 6.5/10

Dawid Kmieć

Climax

Gaspar Noé jak żaden inny reżyser potrafi obrzydzić intrygujące sceny, przeciągając je do granic wytrzymałości. Nie inaczej było w hipnotyzującym „Climax” opowiadającym o naćpanych tancerzach, którzy po odbyciu próby zgotowali sobie prawdziwe piekło.

Twórca pornograficznego „Love” tym razem uraczył nas narkotykowym horrorem w rytm muzyki lat 90-tych. Jego nowe dzieło fascynuje, ale też doprowadza do szewskiej pasji, bo ileż można patrzeć na dwóch odurzonych czarnoskórych mężczyzn odgrażających się w nieskończoność przeleceniem wszystkich uczestników imprezy. Powyższa scena może i początkowo śmieszy, ale po kilkunastu minutach zaczyna być po prostu nieznośna.

Generalnie „Climax” to pociągająca huśtawka nastrojów, balansująca niebezpiecznie na granicy senności.

16896280lpw-16896278-libre-jpg_5569074

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Pierwszy człowiek

Malutkim krokiem dla światowej kinematografii okazała się premiera „Pierwszego człowieka”, zgodnie z którym Amerykanie jednak wylądowali na Księżycu. Miłośnicy teorii spiskowych nie poczują więc satysfakcji w trakcie oglądania cholernie podniosłego filmu z Ryanem Goslingiem wcielającym się w postać legendarnego Neila Amstronga, dla którego księżycowa misja posłużyła jako lekarstwo na traumę po rodzinnej tragedii.

Wgniatająca w fotel i pobudzająca wyobraźnię scena lądowania na obiekcie westchnień wszystkich wilków zrekompensowała nieco wcześniejsze rozczarowania spowodowane głównie deficytem autentycznych emocji i niekoniecznie dopasowaną ścieżką dźwiękową, która wbrew założeniom nie nadała amstrongowej podróży baśniowego charakteru

Krótko mówiąc, najnowszy film Damiena Chazelle to przyzwoita mieszanka biografii i dramatu psychologicznego, stanowiąca amerykański monument, który z perspektywy przeciętnego Europejczyka może zakrawać o lekką parodię.

First-Man-IMAX

Ocena filmu: 6.5/10

Dawid Kmieć

Jak pies z kotem

Rolą w filmie „Jak pies z kotem” Robert Więckiewicz zakończył krótką serię odgrywania postaci wyrażających aprobatę dla masturbowania się przez chłopców. Jeden z najlepszych polskich aktorów tym razem wcielił się w postać reżysera zmuszonego do opieki nad starszym bratem, który po udarze mózgu jest częściowo sparaliżowany. Obaj nie mogą liczyć na pomoc ekscentrycznej żony rekonwalescenta, mylącej lekarstwa z alkoholem.

Komediodramat w reżyserii Janusza Kondratiuka mimo z lekka głupkowatego początku zdał egzamin, będąc jedną z najlepszych propozycji na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Gdyni. Słusznie nagrodzono Olgierda Łukaszewicza i Aleksandrę Konieczną, którzy dali prawdziwy popis gry aktorskiej. Produkcji opartej na faktach udało się przede wszystkim ukazać realizm beznadziei z jaką zmagają się główni bohaterowie, których życie z dnia na dzień wywróciło się do góry nogami. Warto pomęczyć się razem z nimi w trakcie poruszającego seansu.

13533-JPzK_d14_06062017121-700x700

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć

22 lipca

Najpierw zamordował 77 osób, a kilka godzin później z drwiącym uśmieszkiem na twarzy i kawałkiem pizzy w ręku odpowiadał na pytania norweskich śledczych. W cieplutkiej i schludnej celi czekał na niego telewizorek, zaś jeden z najbardziej szanowanych adwokatów w kraju donosił mu świeżutką prasę. Przed rozpoczęciem każdej rozprawy podchodzili do niego sędziowie i prokuratorzy, podając mu rękę, śmiejąc się przy tym w obecności kamer.

Anders Breivik – bo o tym osobniku mowa – to bohater „22 lipca” w reżyserii Paula Greengrassa, który obniżył loty po nakręceniu świetnego „Kapitana Phillipsa” z Tomem Hanksem. Najnowsza produkcja Netfliksa opowiada o norweskiej masakrze urządzonej przez skrajnie prawicowego terrorystę, który w dniu 22 lipca 2011 r. najpierw zdetonował bombę pod biurem premiera w Oslo, a następnie przedostał się na wyspę Utöya, gdzie w przebraniu policjanta zaczął strzelać do nastolatków przebywających na obozie organizowanym przez młodzieżówkę rządzącej Partii Pracy.

Film nie zaskoczył niczym pozytywnym, stanowiąc dość nieudolną mieszankę thrillera i dramatu psychologicznego. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut obraz trzyma w napięciu, choć finał wstrząsającej historii znamy przecież od początku. Po aresztowaniu zbrodniarza zaczyna się właściwy film, który zdecydowanie bardziej umęczy niż poruszy. Spora w tym zasługa wyjątkowo bezbarwnych aktorów co rusz wypowiadających nijakie dialogi. Im bliżej końca seansu, tym więcej argumentów za tym, że „22 lipca” to poprawnie zrealizowana i generalnie niepotrzebna produkcja o wszystkim i o niczym.

22-lipca-netflix

Ocena filmu: 5/10

Dawid Kmieć

 

 

7 uczuć

Czwórka na szynach dla Marka Koterskiego za męczące, choć skłaniające do refleksji „7 uczuć” z wydzierającym się wniebogłosy Miśkiem Koterskim.

W przeciwieństwie do Adasia Miauczyńskiego w 5 klasie szkoły podstawowej nie musiałem uczyć się dopływów Nilu, ale za to nauczycielka angielskiego regularnie zmuszała mnie i resztę klasy do śpiewania piosenek Britney Spears… Pomocną dłoń wyciągnął wtedy do mnie kolega z ławki, przynosząc legendarną kasetę Lady Pank, co otworzyło mi oczy na prawdziwą muzykę. Scenki z kultowej lektury „W pustyni i w puszczy” nie odgrywałem, ale musiałem iść do kina na wyświetlany wówczas film o tułaczce Stasia i Nel z przeciętną rolą zapomnianej już Karoliny Sawki.

Obiektywnie rzecz ujmując „7 uczuć” to przyzwoity komediodramat, który delikatnie mówiąc średnio przypadł mi do gustu. Przede wszystkim nie trafiło do mnie poczucie humoru zaprezentowane w filmie, co może być spowodowane różnicą pokoleniową. PRL-owska scenografia, jak to w polskim kinie – piątka z plusem. Aktorstwo poprawne, ale do poziomu Marka Kondrata nie zbliżył się nikt. Najnowsza propozycja podstarzałego już twórcy „Dnia świra” to obraz ciężki i zdecydowanie nie dla każdego. Za oryginalny i spójny scenariusz należą się jednak brawa.

Ogólnie z kina wyszedłem maksymalnie zdołowany, ale czy przypadkiem nie taki był cel tego filmu był?

z24031776IDR,Michal-Koterski-w-filmie--7-uczuc---rez--Marek-Kot

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Źle się dzieje w El Royale

Bezbłędny Jeff Bridges poprowadził amerykańską produkcję „Źle się dzieje w El Royale” do wspaniałego zwycięstwa w walce o spełnienie moich mocno wygórowanych oczekiwań. W rezultacie otrzymaliśmy prawdziwą perełkę, którą już teraz chcę obejrzeć drugi raz!

El Royale to klimatyczny, choć niecieszący się dobrą reputacją hotel, położony na granicy stanów Kalifornia i Nevada. Od kaprysu szanownych gości zależy, w którym stanie zechcą spędzić noc niezapomnianych wrażeń. Grająca szafa czy ruletka to tylko nieliczne atrakcje czekające na przybyszów.

Film, którego akcja rozgrywa się na przełomie lat 60-tych i 70-tych ubiegłego stulecia opowiada o siedmiu podejrzanych osobach, które z przeróżnych powodów znalazły się w tajemniczym hotelu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ich umysły nie były przygotowane na ogarnięcie tego wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu jednej nocy.

Oryginalny i niegłupi scenariusz zagwarantował inteligentną rozrywkę na wysokim poziomie, sprawiając, iż ponad dwugodzinny seans zleciał jak z bicza strzelił. Drugi pełnometrażowy film w reżyserii niejakiego Drewa Goddarda to niezwykle smakowity kąsek, obdarzony takim klimatem, że aż palce lizać. Wciągająca fabuła w połączeniu z intrygującą atmosferą tajemniczości nie pozwala ani przez chwilę na wyjęcie telefonu w celu sprawdzenia czasu dzielącego nas od opuszczenia sali kinowej. Całości dopełnia wyśmienity soundtrack, którego nie powstydziłby się sam Quentin Tarantino.

Krótko mówiąc, jeden z najlepszych filmów tego roku.

bad-time-at-el-royale

Ocena filmu: 9/10

Dawid Kmieć

Hard Paint

Najciekawsza premiera tego weekendu to gejowski „Hard Paint”, opowiadający o długowłosym młodzieńcu rozbierającym się za pieniądze przed kamerką internetową. W trakcie płatnych pokazów obsmarowuje swoje ciało świecącą farbą, co wyróżnia go na tle konkurencji. Interes życia to nie jest, ale na miesięczny czynsz za stare mieszkanie czasem starcza.

Brazylijskiej produkcji nie sposób odmówić hipnotyzującego klimatu, pozwalającego na beztroski relaks podczas seansu. Swoje robi intrygująca ścieżka dźwiękowa, współgrająca idealnie z odważnymi scenami erotycznymi. Przesiąknięty melancholią film staje się nawet przez chwilę trzymającym w napięciu thrillerem, co niweluje ryzyko ewentualnego zaśnięcia. Trochę gorzej sprawa wygląda z dialogami, którym przydałoby się nieco więcej polotu i finezji. Aktorstwo poprawne, choć czasem zdarzały się przebłyski drewnianej gry.

Summa summarum, nocny seans w krakowskiej kinokawiarni KIKA uznaję za udany.

shicomenegataspedro_preview

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć