Annabelle wraca do domu

„Annabelle” wróciła do domu i znów narozrabiała, choć w porównaniu z poprzednim razem wyraźnie obniżyła loty. Nie było już tyle strachu i napięcia, co 2 lata temu, za to wzrósł poziom głupkowatości, w czym spora zasługa sympatycznego chłopaka z gitarą.

W najnowszej części wszystko kręci się wokół biednej dziewczynki, której wyjątkowo nieodpowiedzialni rodzice urządzili sobie w chałupie składowisko dziwacznych przedmiotów będących nośnikami zła. Pewnego dnia zabrali się i pojechali, a dziecko zostawili z nastoletnią opiekunką.

Od czasu do czasu film osiąga przyzwoity klimat grozy, ale ciarek przechodzących po plecach tym razem nie ma. Zakończenie tak strasznie słodkie, że aż wstyd. Przecież to horror, a nie komedia romantyczna!

aaabnnn

Ocena filmu: 5/10

Dawid Kmieć

Reklamy

Yesterday

„Yesterday” to jedna z trzech piosenek (obok „Hej, sokoły” i „Ale to już było”), które umiałem grać na gitarze. Może gdybym obudził się w świecie, w którym nikt oprócz mnie nie zna utworów Lady Pank, to miałbym większą mobilizację do kontynuowania kariery muzycznej. Chciałbym zobaczyć minę moich braci i kumpli, gdy pierwszy raz słyszą „Wciąż bardziej obcy” mojego skromnego autorstwa.😉

A film „Yesterday”? Niestety głupi, schematyczny i nużący. Ileż razy można oglądać tę samą historię o miłości, która początkowo dostaje łupnia od pragnienia sławy i pieniędzy, by ostatecznie (ku zdziwieniu wszystkich) zatriumfować w wielkim stylu? Może lata świetlne temu to było wzruszające, ale teraz tylko śmieszy swoją naiwnością. Plus za pomysł z Coca-Colą, papierosami i Harrym Potterem.

cropped_ed_sheeran_himesh_patel_insta

Ocena filmu: 4/10

Dawid Kmieć

Moja gwiazda: Teen Spirit

Dawno, dawno temu, gdy na świecie nie było jeszcze facebooka, a Polska usilnie zabiegała o wejście do UE, telewizja Polsat rozpoczęła emitowanie programu Idol, którego laureatami zostały takie osoby jak Alicja Janosz (ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie), Krzysztof Zalewski i Monika Brodka. Na castingi przychodziły tłumy młodych ludzi marzących o zostaniu drugą Agnieszką Chylińską czy drugim Michałem Wiśniewskim. Nagrodą dla zwycięzcy był kontrakt płytowy.

O dążeniu do wyrwania się ze slumsów i nagrania płyty opowiada amerykański film „Moja gwiazda: Teen Spirit”, w którym 17-letnia Polka mieszkająca w brytyjskim miasteczku wzięła udział w eliminacjach do popularnego programu muzycznego Teen Spirit. A że słoń nie nadepnął jej na ucho, to zabawa nie skończyła się na pierwszym przesłuchaniu. Początkowo dziewczyna nie mogła liczyć na wsparcie ze strony konserwatywnej matki, uważającej, że śpiewanie w chórze kościelnym to szczyt marzeń. Na szczęście z pomocą przyszedł bezdomny alkoholik, podający się za byłego śpiewaka operowego.

Jako wakacyjny odmóżdżacz film daje radę. W trakcie seansu można się zrelaksować i posłuchać wielu popowych kawałków, od których nawet nie więdną uszy. Wszystko jest piekielnie schematyczne, ale sprawna realizacja uczyniła obraz oglądalnym. Elle Fanning pięknie zaśpiewała „Don’t Kill My Vibe”.

teen-spirit-et-blue

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Midsommar. W biały dzień

Mam ogromne pretensje do Ariego Astera, że jego porąbany horror „Midsommar. W biały dzień” trwa tylko 2 godziny i 20 minut. Mógłbym siedzieć w kinie drugie tyle, delektując się tym całym napięciem, niepokojem i absurdalnym humorem. Florence Pugh znów wielka!

Będący kwintesencją czystego szaleństwa film opowiada o młodych Amerykanach, którzy wybrali się do szwedzkiej wioski, gdzie poznali członków komunistycznego Klubu 72. W trakcie ekscytującego pobytu dość szybko przekonali się, że „normalność” to pojęcie względne.

Oczywiście można rozwodzić się nad fabułą i czepiać detali, tylko po co? „Midsommar” to dzieło wyjątkowe niemal na każdej płaszczyźnie, wciągające, przerażające, masakrujące spokój wewnętrzny i sprawiające, że po wyjściu z kina towarzyszy uczucie lęku. Starajmy się doceniać to, co oryginalne, intrygujące i nieoczywiste, bo przecież czego jak czego, ale schematyczności i nudy mamy w kinie pod dostatkiem.

midso

Ocena filmu: 8.5/10

Dawid Kmieć

Ja teraz kłamię

Ja teraz nie kłamię, pisząc, że sensowna fabuła nie jest warunkiem koniecznym do zaintrygowania widza, czego najlepszym przykładem jest futurystyczny thriller, w którym Agata Buzek z turbanem na głowie spowiada polskich celebrytów biorących udział w idiotycznym programie telewizyjnym.

To jeden z tych filmów, które od pierwszej minuty mają jeden cel – oczarować widza aurą tajemniczości i wmówić mu, że warto czekać na szokujące zakończenie. Z mojego seansu nikt nie uciekł (nie było też wycieczek do toalety), co prowadzi do wniosku, że cel chyba udało się zrealizować. W „Ja teraz kłamię” nie brakuje irytujących dziwactw, ale wszystko rekompensuje fryz Mariana Dziędziela.

yF3k9kpTURBXy9iNGNlMTFiY2M4NGNlYjUwNjAyODhmNTE2MGZlNDJkZC5qcGeSlQMAT80C9M0BqZMFzQMUzQG8gaEwAQ

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Petra

Mater semper certa est – matka jest zawsze pewna. Ta łacińska paremia przyszła mi do głowy po obejrzeniu hiszpańskiego dramatu „Petra” opowiadającego o ambitnej malarce, która po śmierci matki rozpoczęła intensywne poszukiwania swojego ojca. Pierwszy trop zaprowadził ją do podstarzałego i cynicznego rzeźbiarza mieszkającego gdzieś w malowniczej wiosce.

Intrygującą, choć momentami usypiającą fabułę zbudowano na niedomówieniach, przypominających te z filmów Asghara Farhadiego (Rozstanie, Klient, Wszyscy wiedzą). Dodatkową atrakcją jest podzielenie obrazu na rozdziały, ułożone w niechronologiczny sposób. Reżyser „Petry” chciał być na tyle oryginalny, że każdy z rozdziałów poprzedził krótkim opisem zawierającym spoiler. Bo przecież po co trzymać widza w niepewności…

Pomimo kilku dziwnych rozwiązań twórcom udał się eksperyment polegający na ubraniu greckiej tragedii w hiszpańską telenowelę. Wspomniane wcześniej spoilery irytują, ale nie przekreślają widowiska, w którym zdecydowanie nie zabrakło emocji i napięcia. Dodatkowy plus za szczyptę absurdalnego humoru w scenach z udziałem domniemanego ojca głównej bohaterki.

petra_still_300_9137_quimvives_copy

Ocena filmu: 7.5/10

Dawid Kmieć

Tajemnice Joan

Judi Dench może już tylko powspominać piękne czasy, kiedy to twardą ręką rządziła w MI6, wysyłając swoich agentów na kolejne niebezpieczne misje. Teraz przyszło jej zagrać poczciwą staruszkę, oskarżoną przez brytyjskie służby specjalne o szpiegostwo na rzecz ZSRR. James Bond byłby wstrząśnięty i zmieszany.

Od wczoraj można oglądać dramat „Tajemnice Joan” opowiadający o wyjątkowo naiwnej fizyczce, która w imię światowego pokoju postanowiła obdarować Stalina bombą atomową… Pewną okolicznością łagodzącą jest fakt, że owa Brytyjka działała w stanie częściowej niepoczytalności wywołanej zaburzeniem psychicznym zwanym miłością (ale nie do Stalina).

Klimatyzowana sala, mrożona kawa i Judi Dench to wystarczający zestaw do udanego seansu. Wprawdzie „Tajemnice Joan” to film obarczony wieloma wadami (poczynając od patetycznych dialogów, a kończąc na mizernej, by nie powiedzieć irytującej grze Sophie Cookson), ale w upalnym sezonie ogórkowym nie wypada wybrzydzać.

ddddd

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Królowa Kier

Zwierzęce pożądanie odebrało rozum bohaterce erotycznego thrillera „Królowa Kier” opowiadającego o szanowanej prawniczce, która oszalała na widok 17-letniego cwaniaka bez perspektyw. W konsekwencji doszło do niemałego skandalu polegającego na tym, że matka dwójki dzieci zdradziła swojego męża z pasierbem.

Atmosfera grozy i uczucie dyskomfortu towarzyszą widzowi podczas oglądania intrygującego, choć momentami niesmacznego obrazu, w którym nie brakuje odważnych scen. Bardzo ciekawie zarysowane są wszystkie postacie, a zwłaszcza mąż skandalistki, który niby sprawia wrażanie porządnego chłopiska, ale od początku czuć, że drzemią w nim pokłady szaleństwa.

Film ogląda się w pełnym napięciu, choć nie obyło się bez kilku małych wad. Przede wszystkim od czasu do czasu szwankują dialogi, wprowadzając nieco sztuczną atmosferę. Pewien problem stanowią również bezbarwne sceny ukazujące działalność zawodową głównej bohaterki, pomagającej na co dzień nieletnim ofiarom molestowania seksualnego. Wrzucenie tych scen miało na celu uwypuklenie hipokryzji, ale zrobiono to ze szkodą dla widowiska. Tak czy siak – zdecydowanie warto dać szansę skandynawskiej produkcji.

52c1df0c-1dac-4fc5-bac8-9f0b29a3139d

Ocena filmu: 7.5/10

Dawid Kmieć

Rocketman

Ni to dobra biografia, ni to dobry musical, ni to dobra komedia, ni to dobry dramat rodzinny, ni to dobry film o alkoholiźmie, ni to dobry film o homoseksualiźmie, ni to dobry film o szukaniu miłości… W „Rocketman” wszystkiego jest po trochu, ale summa summarum to cholernie nijaka mieszanina osłodzona co nieco coverami niektórych piosenek Eltona Johna. I co z tego, że Taron Egerton zagrał życiówkę skoro jego popisy aktorsko-wokalne to tylko nagroda pocieszenia.

Owszem, jest kolorowo i rokendrolowo, dzięki czemu seans przebiega niemal bezboleśnie, ale nie da się tak po prostu przymknąć oka na te wszystkie sztuczne dialogi. Wydaje się, że zdecydowana większość postaci ma niewiele wspólnego z autentycznym zachowaniem, przez co film na odległość zalatuje ściemą. Wszystko to takie plastikowe i pozbawione prawdziwych emocji. Fajnie, że Taron Egerton dobrze zaśpiewał (to akurat uwiarygodniło jego rolę), ale czy przypadkiem widz nie wolałby posłuchać Eltona Johna?

Rocketman-Review-gq

Ocena filmu: 5.5/10

Dawid Kmieć

Asako. Dzień i noc

Wiercenie się na niewygodnym fotelu nie zepsuło kontemplacyjnego seansu japońskiego dramatu „Asako. Dzień i noc”, który najpierw porządnie przetestował mą nieanielską cierpliwość, a następnie zdobył moje uznanie. Przy okazji pobudził też wyobraźnię i umocnił słabość do wschodnioazjatyckiego kina.

Ten niezwykle intrygujący film porównywany jest z „Zawrotem głowy” Alfreda Hitchcocka, choć mówiąc szczerze obie produkcje łączy naprawdę niewiele. Początkowo akcja rozgrywa się w Osace, gdzie wyjątkowo spokojna dziewczyna o imieniu Asako zakochuje się w beztroskim przystojniaku, który pewnego razu wychodzi i nie wraca. Dwa lata później obserwujemy naszą bohaterkę, która mieszkając w Tokio nie tylko parzy kawę, ale przede wszystkim poznaje chłopaka, do złudzenia przypominającego wspomnianego przystojniaka z Osaki. Na początku zszokowana dziewczyna zachowuje się jak wariatka, ale po pewnym czasie dochodzi do siebie i nawiązuje bliską relację z nowo poznanym samcem.

Zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo łatwo atakować tego typu filmy, zarzucając zbytnią powolność i skłonności do obdarowywania widzów tzw. pierdolcem. W przypadku japońskiego obrazu skoncentruję się zatem na samych zaletach, dzięki którym produkcję z Kraju Kwitnącej Wiśni można zapamiętać jako coś niezwykle pociągającego i skłaniającego do daleko idącej refleksji. Przede wszystkim nie sposób nie docenić jedynego w swoim rodzaju klimatu, współtworzonego przez hipnotyzującą ścieżkę dźwiękową. Pozytywnie zaskakują szalone zwroty akcji, pobudzające emocje i wprowadzające odrobinę specyficznego, by nie powiedzieć absurdalnego humoru. Pochwalić też trzeba młodych aktorów, którzy ani przez chwilę nie zatracili swojej autentyczności. Trzeba nam więcej takich nieszablonowych obrazów.

asako-dzien-noc

Ocena filmu: 8/10

Dawid Kmieć